poniedziałek, 12 lutego 2018

Spirifer - Scarecrow

Ciąg dalszy zimowych rozgrzewaczy. Tym razem ruski stout z browaru Spirifer. Muszę przyznać, że ich "Giro" było jednym z pierwszych, nowofalowych piw jakie piłem, więc zawsze jest jakiś sentyment. Pamiętam  jak kilka dobrych lat temu na gdańskiej Hevelce miałem możliwość krótkiej konwersacji z piwowarem na temat ich wyrobów. Nie wiele wtedy wiedziałem o piwie, ale z czasem zaczęło się to zmieniać. Dziś po dłuższym okresie wracam do tego browaru i degustuję ich najmocniejszy trunek. Tym razem zwróciłem uwagę na  etykietę, która szybko przyciągnęła mój wzrok na sklepowej półce. Sądząc po dyni uznałem, że to Pumpkin Ale ostał się na półce, ale nie. Jest to RIS, do którego została dodana wanilia. Brzmi smacznie. Piwo ma 24 Blg i 9,6% alkoholu. W składzie znajdziemy: wodę; słody: Pale Ale, Carapils, Monachijski Jasny, Carafa Special, Pszenica Palona; chmiele z Ameryki: Cascade, Centennial , Chinook oraz drożdże US-05. 
Zobaczmy co z tego wyszło. W szkle jest zacnie. Piwo jest czarne, nieprzejżyste. Na górze utworzyła się niewielka czapka piany. Aromat jest bardzo przyjemny. Jest sporo, charakterystycznej paloności oraz gorzkiej czekolady. Na drugim planie jest waniliowo. Składnik czuć dość wyraźnie. Zapach jest zupełnie inny niż np. po beczce po burbonie. Tutaj jest mniej słodyczy. Łatwo się zorientować, że to dodatek, a nie barrel aged. Bardzo dobrze.
W smaku również czuć wanilię. Jest ona wyraźna, ale nie nachalna. Żeby nie było zbyt cukierkowo, risowy charakter podkreśla spora paloność i gorycz, głównie od słodów. Alkohol również daje znać o sobie, mógłby być bardziej ułożony. Mimo to pije się je bardzo przyjemnie, między innymi z uwagi na niskie wysycenie, które w tym przypadku jest jak najbardziej na plus. 
Muszę przyznać, że jest to całkiem konkretny, uczciwy imperialny stout. Wszystkie charakterystyczne cechy tego stylu zostały tu ujęte. Dodatek wanilii nieco ugrzecznił to piwo, ale na szczęście nie zdominował. Jedyne co, alkohol mógłby być mniej ordynarny. Polecam kupić dwie butelki i zobaczyć jak się ono zmieni z czasem. Tym bardziej, że cena jest na prawdę atrakcyjna :) Polecam.

wtorek, 6 lutego 2018

Browar Świebodzin - Hejzi


Dziś na blogu powiew świeżości z Rio de Świebodzineiro. Na warsztat idzie Hejzi, czyli India Pale Ale z dodatkiem płatków owsianych.  Całość na być gładka i owocowa. Piwo ma 15 Blg i 5,4% alkoholu. Zapowiada się całkiem słodko. Goryczka ma 5/12. Nie wiem jak na to patrzeć, ale jak na ten styl powinno być jej chyba nieco więcej. Etykieta jest bardzo fajna. Nazwa też już mówi sporo o piwie. Pierwsze wrażenie jest na plus. Oby tak dalej. 
Hejzi w szkle wygląda bardzo zachęcająco. Identycznie jak sok multiwitamina. Podobnie też pachnie. Jest to owocowa bomba. Mamy sporo tropików i trochę cytrusów. W tle pojawia się też odrobina winogron, zapewne od Mosaica. Najbardziej przeważa tu chyba ananas, mango i dojrzałe pomarańcze, a dokładniej albedo. Od razu chce się wziąć pierwszy łyk. W smaku, podobie jak z aromatem. Jest sporo owoców, trochę zestu. Całość jest o dziwo wytrawna, słodyczy jest niewiele. Goryczka dla mnie mogłaby być nieco większa, ale i tak nie jest źle. Myślę, że dla początkujących hop headów to idealny wybór. Z resztą chyba każdemu to piwo zasmakuje. W te zimowe dni to idealna propozycja, żeby poczuć trochę lata. Płatki dają gładkość, pijalność zwiększa niskie wysycenie. Bardzo dobrze się je pije. Mam nadzieję, że latem będzie można bez problemu to piwo kupić i ugasić nim pragnienie.
Jak widać Świebodzin słynie nie tylko z największego Jezusa na świecie, ale także z dobrego piwa. Na pewno będe wracać do tego browaru. 

sobota, 3 lutego 2018

Perkele - 25

Po dłuższej przerwie czas wrócić na odpowiednie tory. Dawno już nie było recenzji, więc trzeba nadrabiać. Tym bardziej, że udało mi się wypić kilka dobrych, godnych uwagi piw. Do tego grona na pewno można zaliczyć imperialny porter bałtycki z browaru domowego Perkele. Jakiś czas temu świętowaliśmy Baltic Porter Day, więc recenzja (prawie) na czasie. 
Piwo jest niepasteryzowane, ma 25° Blg. i 10,4% alkoholu. W składzie znajdziemy wodę; słody: Wiedeński, Monachijski, Pilzneński, Carafa II , Pszeniczy i Czekoladowy; chmiele: Sybila, Lombik; drożdże Fermentis W - 34/70.
W szkle prezentuje się bardzo ładnie. Jest czarno. Pod światło widać kilka rubinowych przebłysków. Najbardziej wzrok przyciąga piana. Jest beżowa. Ma bardzo ładne, drobne pęcherze i trzyma się praktycznie cały czas. 
Aromat ze szkła jest świetny. Od razu wiadomo, że to porter bałtycki. Jest niewiele paloności. Za to dominuje sporo gorzkiej czekolady i słodyczy. Pojawiają się również nuty dojrzałych, ciemnych owoców. Alkohol, mimo sporej ilości jest bardzo dobrze ukryty. 
Piwo jest średnio wysycone, przez co pije się je bardzo przyjemnie. Jest ono okrągłe, aksamitne, likierowe. W smaku dominuje również gorzka czekolada, która pochodzi od słodu. Jest też sporo słodyczy i lekka, owocowa kwaskowość. Alkohol lekko grzeje w przełyk. Idealny wybór na zimowy wieczór.
Jest to kolejne piwo od browaru Perkele, które mi smakowało. Muszę stwierdzić, że trunki z dużą ilością alkoholu wychodzą im świetnie :) Aż szkoda, że nie mam po ręką ich RISa. 
Jeśli chodzi o imperialny porter bałtycki mamy tu wszystko co być powinno. Jest bardzo klasycznie. Mamy ciemne owoce i gorzką czekoladę. Do tego niewielką paloność i szlachetny alkohol. Trzeba też wspomnieć o wyglądzie, a szczególnie o pianie, która swoim lacingiem dokładnie odmierzała każdy łyk.

Po przeczytaniu tego tekstu zapraszam Cię na mój fanpage na Fejsie. Został łapkę w górę i obserwuj kolejne wpisy na bieżąco !

wtorek, 16 stycznia 2018

Browar Wokanda - Przesłuchanie Wstępne i Przesłuchanie Uzupełniające

Po kilku, mocarnych stoutach czas na wypicie czegoś lżejszego. Wybór ułatwi mi nowy browar z okolic Warszawy, dokładnie z Kobyłki. Właśnie tam zdecydował się na warzenie swoich piw nowy kontraktowiec - Wokanda. Ja mam zaszczyt degustować ich debiutanckie trunki. Są to dwa mleczne stouty. Jeden w wersji podstawowej - "Przesłuchanie Wstępne", drugi z dodatkiem kawy - "Przesłuchanie Uzupełniające". Bardzo fajnie nazwano oba piwa. Od razu wiadomo, która wersja jest standardowa, a która nieco "podrasowana". 
Etykiety są minimalistyczne, ale właśnie dlatego mi się podobają. Mają one przypominać teczkę z aktami. Myśle, że mimo to fajnie będą wyglądać na półce w sklepie. Dobrze, że dość wyraźnie widać nazwę stylu piwa. Wszystko jest bardzo czytelne. Oba piwa mają 13,5% ekstraktu i 4,5% alkoholu. Zapowiada się dość słodko. W składzie znajdziemy wodę; słody jęczmienne: Pale Ale, czekoladowy jasny, czekoladowy ciemny i karmelowy; płatki owsiane i pszenne; palony jęczmień; laktozę; chmiel Marynka oraz drożdże S-04. "Przesłuchanie Uzupełniające" zostało wzbogacone kawą. Piwa są pasteryzowane i niefiltrowane. Na samym dole jest metryczka, która dokładnie nam mówi, czego można się po piwie spodziewać. 

Skoro już większość jest jasna, czas przejść do meritum i zdegustować oba te piwa. Zalecane szkło to Nonic lub Stout Glass. Ja najpierw przeleje sobie próbki do moich miniaturowych CMO, a później wypije sobie resztę z innego szkła.  
Oba piwa mają ciemnobrązową barwę. Piana pojawiła się dosłownie na chwilę i od razu zniknęła. Aromat jest bardzo przyjemny. Na pierwszym planie jest bardzo dużo kawy. Nawet w wersji bez dodatku jest ona bardzo wyraźna i w ciemno rzekłbym, że to coffee stout. Oczywiście nie muszę wspominać, że w "Przesłuchaniu Uzupełniającym" dzieje się jeszcze więcej. Tutaj mamy też sporą paloność. W obu piwach czuć charakterystyczny, słodki zapach laktozy, która nieco je ugrzecznia. W połączeniu z ciemnymi słodami daje wrażenia mlecznej czekolady w płynie. 
Czas zbadać smak. Na pierwszy ogień idzie "Przesłuchanie Wstępne". Od razu zwrócił moją uwagę fakt, że piwo, jak na tak niskie parametry jest całkiem treściwe. Czasem zdarzają się milk stouty, które smakują jak rozcieńczona kawa z cukrem. Tu jest "na bogato". Podobnie jak w aromacie dominuje kawa, którą łamie laktozowa słodycz. Jak na styl przystało, goryczka jest niewielka, ale nie można powiedzieć, że jest zerowa. W wersji z dodatkiem dzieje się znacznie więcej. W smaku od razu wiadomu, do którego piwa sypnięto kawę. Jest ona bardzo wyczuwalna w smaku. Słodyczy jest znacznie mniej. Jest za to sporo (jak na styl) paloności, a nawet po przełknięciu zostaje lekki popiół. Goryczka też jest bardziej zaznaczona, pochodzi ona głównie z ciemnych słodów i kawy. 
Oba debiutanckie piwa wyszły bardzo dobrze. Mnie oczywiście bardziej smakuje "Przesłuchanie Uzupełniające", ponieważ bardzo lubię kawę w piwie (nie tylko ciemnym). 
Skoro browar tak dobrze warzy stouty to nic, tylko czekać na RISa, najlepiej z kawą ;)

Po przeczytaniu tego tekstu zapraszam Cię na mój fanpage na Fejsie. Został łapkę w górę i obserwuj kolejne wpisy na bieżąco !

czwartek, 11 stycznia 2018

BREWDOG VS BEAVERTOWN - COFFEE & CIGARETTES


Dziś ostatni, ruski stout z Brewdoga. Tym razem swoje trzy grosze wtrącił tu Beavertown, jeden z najbardziej rozpoznawalnych, brytyjskich browarów. Razem postanowili uwarzyć piwo o nazwie "Coffee & Cigarettes". Jest to oczywiście RIS. Swoją wyjątkowość zawdzięcza leżakowaniem w beczkach. Każda z nich ma na celu wprowadzić coś innnego. Mamy beczkę po Whisky Islay, burbonie i Rye Whisky. Zapowiada się genialnie. Dodatkowo w kotle wylądowała kawa, żeby jeszcze bardziej podkręcić to i owo. Chmiele to Chinook i Magnum. Piwo ma 12,1% alkoholu.

Przelewamy !
Z butelki polała się smoła. Jest dobrze. W szkle mamy gęsty płyn ze skąpą, beżową pianą, która szybko się redukuje. Jest czarno, nie ma żadnych prześwitów. W aromacie dominuje palona kawa. Jest ona na pierwszym planie. To nie wszystko. Z czasem zaczyniają wyłaniać się beczki. Nie wszystkie na raz. Jest sporo orzechów i migdałów. Dalej lekki torf. Jak ktoś za nim nie przedpada to niech nie przekreśla tego piwa. Jest on ma prawdę subtelny i trzeba się trochę namęczyć żeby go wyczuć. Ujawinia się w postaci spalonych kabli i bandaży. Po przykryciu dłonią szkła i zamieszaniu robi się najlepiej. Genialny zapach burbonu zaczyna dominować. Jest mega słodko. Można tak mieszać i wąchać bez przerwy. Wanilia i kokos nigdy się nie nudzą. Do tego wszystkiego dochodzi palona kawa i gorzka czekolada. Coś wspaniałego.
Smak to tylko formalność. Konsystencja, niskie wysycenie i dodatki sprawiają, że ma się wrażenie picia likeru kawowo - czekoladowego. Jest sporo palonośći, trochę burbonowej słodyczy i odrobina karmelu. Wszystko w sam raz. Alkoholu praktycznie nie ma. Lekko grzeje po przełknięciu. Na końcu zosteje też trochę popiołu.
Dla mnie to piwo jest genialne. Nie wiem co by sprawiło, żeby to piwo było lepsze. Wszystko jest w punkt. Goryczki jest sporo, ale nie zalega i nie przeszkadza.
Co tu więcej pisać ? Sztos. Tyle w temacie. Top 3 najlepszych piw jakie w życiu piłem.


wtorek, 9 stycznia 2018

Brewdog - DOG F

Kolejny, świąteczny RIS od Brewdoga. Poprzedni był mega sztosem z lakiem na kapslu. Tym razem zajebistość piwa wyznacza kartonowe opakowanie. W Polsce większość wysokooktanowych wypustów jest w ten sposób pakowane. Na "wyspach" jest to rzadkość. Tam bardziej popularne są puszki. Jest ich praktycznie tyle samo co butelek. Wracając do degustacji, dziś na tapecie kolejny ruski stout w wersji "barrel aged". Tym razem leżakowane w beczkach Cognac. Nie obyło się również bez dodatków. Jest warzone z chilli Habanero, kakao i kawą. Nie jestem fanem ostrości, ale coś czuję, że akurat w takim zestawieniu może to nawet smakować. Chmiele, jakie dodano to Bramling Cross i Chinook. Dog F ma aż 17,5% alkoholu. To najmocniejszy piwo jakie pije, więc już to czyni je wyjątkowym. Jestem niesamowicie ciekawy, więc biorę się za degustację. 
Przy nalewaniu do szkła już pierwsze zaskoczenie. Brewdog przyzwyczaił mnie do do mega gęstych, czarnych jak smoła imperialnych stoutów. Tym razem wyglądem bardziej przypomina porter bałtycki. Jest czarne, klarowne z rubinowymi prześwitami. Piana jest średnia z drobnym pęcherzami. W aromacie również porterowo. Nie ma zbyt dużej paloności. Jest sporo ciemnych owoców. Pachnie jak śliwka w czekoladzie. Kawa też jest, ale na dalszym planie. Beczka jest bardzo subtelna. O dziwo alkoholu nie czuć wcale. W smaku podobnie jak w aromacie. Tutaj dodatkowo dochodzi posmak drewna oraz papryczek. Na szczęście są w odpowienich proporcjach. Strasznie się bałem, że zabiją cały smak, szczególnie w połączeniu z dużą ilością woltów. Wyszło inaczej, jest bardzo dobrze. Oleista konsystencja od żyta, które znalazło się w zasypie sprawia, że piwo jest bardzo gładkie i bardzo dobrze się je pije. Po przełknięciu robi się ciepło na sercu i w przełyku. Zarówno od chilli jak i alkoholu. 
Reasumując, Dog F bardziej przypomina mi porter. Brakuje mi większej paloności i goryczki. Sama beczka mogłaby być bardziej wyczuwalna. 
Mimo to kartonowe opakowanie mu się należy. Bez dwoch zdań jest to sztos, który na pewno na długo zapamiętam. 

niedziela, 7 stycznia 2018

Brewdog - ABSTRAKT AB:22

Po dłuższej przerwie na blogu zawita kolejny, sztosowy trunek. Jak na nowy rok przystało trzeba zacząć go od jakiegoś konkretu, a będzie nim Imperialny Stout od Brewdoga z serii Abstrakt. Piwo ma 22 stopnie Plato oraz 12,5% alkoholu. Uwarzone zostało z dodatkiem kakao oraz kawy. Podobne piwo z Brewdoga już jakiś czas temu piłem. To dodatkowo spędziło 2 lata w beczkach po whisky. Dla mnie jest to idealne połączenie. Mam nadzieję, że wszystko tu zagrało i beczka będzie dobrze wyczuwalna. Sama butelka od piwa wygląda zupełnie inaczej niż zazwyczaj. W porównaniu do flagowych piw Brewdoga, tutaj mamy przede wszystkim inny kształt. Sama etykieta jest malowana, a kapsel jest zalany lakiem. Jak widać, piwo ma predyspozycje do leżakowania. Jest nawet odpowiednio zabezpieczone. Ja myślę, że dwa lata to już wystarczająco długo, tym bardziej, że nie chcę utracić beczkowych aromatów, które uwielbiam. Nie ma na co czekać. Czas zerwać lak i zajrzeć do środka.  
Już podczas nalewania do szkła zaczęło robić się dobrze. Sama konsystencja już sprawiała w osłupienie. Piwo jest czarne i gęste, całkowicie nieprzejrzyste. Piana, praktycznie zerowa, jedynie obrączkuje na szkle. 
Aromat jest świetny. Ciężko opisać wszystko po kolei. Po pierwsze dodatki. Kawa i czekolada zrobiły robotę. Duża dawka paloności, która pochodzi zapewne również ze słodów dotarła do nosa od razu. Dalej mamy beczkę. Czuć sporo drewna, waniliny oraz kokosa. Whisky, po której użyto beczkę również jest, ale nie w zbyt sporym stężeniu. Dla mnie dobrze, czasem w "barel ejdżach" jest tego za dużo i całkowicie przykrywa inne zapachy. Na końcu, mamy nieco przypalonego karmelu. Alkoholu brak. Generalnie można cieszyć się aromatem w nieskończoność.
Kwestia smaku to już tylko formalność. Coś, co tak ładnie pachnie musi dobrze smakować. Tak też jest. Wspomniana konsystencja nadaje wrażenie likieru kawowego z domieszką gorzkiej czekolady. Beczka dała tu taniczność oraz posmak wanilii. Szlachetny alkohol lekko rozgrzewa przełyk.
Samo piwo jest degustacyjne i wymaga sporo czasu, żeby się z nim dokładnie zapoznać. Wraz z większą temperaturą, pojawiają się kolejne wspaniałe aromaty i smaki. Nie ma sensu go leżakować, jest idealnie ułożone, obawiam się, że z czasem mogłoby sporo stracić. Myślę, że to jedno z najlepszych piw z serii "barrel aged" jakie piłem. Bardzo się cieszę, że mogłem je zdegustować, a jeszcze większą radość mi sprawia to, że to nie jest ostatni RIS od Brewdoga jakiego mam :)