Jesień RISami obrodziła. Praktycznie co tydzień trafia na rynek jakaś premiera. To chyba jedyny pozytywny aspekt w tę porę roku. Tym razem do grona imperialnych Stoutów dołącza Golem i jego Lilith.
Nazwy piw tego browaru nawiązują do żydowskiego folkloru. W ofercie dostępne są między innymi: Dybuk, Moszaw, czy Szemesz. Większość trunków to nowofalowe gatunki chmielone intensywnie amerykańskimi odmianami szyszek. Wszystko wygląda spójnie i ciekawie, a etykiety przyciągają wzrok wielu niezdecydowanych entuzjastów kraftu.
Dziś na warsztat idzie ich najmocniejsze piwo. Ekstrakt wynosi 24% wag., alkohol to całe 10 voltów, a w składzie znajdziemy m.in. słód jęczmienny, żyto palone, pszenicę paloną oraz jęczmień palony. Wszystko to przelane do butelki typu "bączek". Muszę przyznać, że ten typ opakowania o pojemności 0,33 l wygląda super i idealnie pasuje do tego typu trunków. Na czarno-białej etykiecie widnieje Lilith, czyli upiór, który był groźny dla kobiet w ciąży oraz noworodków. Niektóre księgi uważają też, że była to pierwsza żona biblijnego Adama. Pojawiła się jeszcze przed Ewą, lecz nie za bardzo podobało się jej w raju, więc wstąpiła do piekieł i została kochanką Belzebuba.
Przyznam, że po tych mrocznych historiach aż strach otwierać butelkę. Mam nadzieje, że oprócz dobrego piwa nic więcej nie ma w środku. Trudno, ryzyk-fizyk. Nikt nie mówił, że będzie łatwo.