Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piwoteka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piwoteka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 listopada 2017

Piwoteka - Miasto Kominów

Dziś będzie ekstremalnie i bez trzymanki. Fajnie jest być piwnym "blogierem" i otrzymywać prezenty od browarów. Szczególnie jak wychodzisz z domu rano i wracasz wieczorem. Kilka dni temu otrzymałem przesyłkę od Piwoteki. Radość była wielka, gdy moim oczom ukazały się cztery pyszne piwa. Stouty poszły na jakiś czas do piwniczki. Myślę, że tam mogą czuć się bezpiecznie. Na pierwszy ogień idzie India Pale Ale. Brzmi nudno, ale wystarczy zagłębić się w etykiecie żeby zmienić zdanie. Po pierwsze użyto tu nowofalowych odmian chmielu, po drugie jest to wersja imperialna, po trzecie jest wędzona ... torfem. W skrócie jest to Peated Imperial IPA. Brzmi srogo. Nawet w liście od Pana Marka Puty jest napisane, że nie jest to piwo dla każdego. Piwo ma 20 blg. i 9,2% alkoholu. Chmiele jaki znalazły się w kotle to Mosaic, Magnum, Zeus i Chinook. Jestem mega ciekawy jak to wszystko tu zagrało. Nie ma na co czekać, czas otwierać. 
Po otwarciu zaleciało torfem. W sumie tylko to czuć. Ciężko nawet stwierdzić, czy jest to piwo jasne, czy ciemne. W szkle już wiadomo z czym mamy do czynienia. Piwo ma złoty kolor. Jest klarowne z białą czapą drobnej piany. 
Teraz czuć znacznie więcej. Spalone kable i bandaże z domieszką ebonitu cały czas dominują. Do tego dochodzi trochę karmelu, skórki od chleba i chmielu. Szyszki ujawniły się w postaci mosaicowej nafty. Jest też trochę cytrusów. W smaku też sporo się dzieje. Teraz już wiadomo, że jest to India Pale Ale. Szczególnie po grejpfrutowej goryczce, która jest całkiem konkretna. Na etykiecie jest napisne, że jest bardzo wysoka i absolutnie się z tym zgadzam. Dwa łyki wystarczyły, żeby się o tym przekonać. Jest krótka, ale wyczuwalna. Dokładnie w punkt. Wysycenie jest średnie w kierunku niskiego, co sprawia, że pije się je całkiem przyjemnie. O ile można to nazwać przyjemnością. Połączenie spalonych kabli, bandaży, ebonitu z dużą ilością goryczy i alkoholu może odstraszyć niejednego entuzjastę dobrego piwa. Dla niektórych to może być przegięcie, a dla innych styl który uwielbiają. Ja osobiście sięgam po każdą, torfową nowość, więc dla mnie była to olbrzymia przyjemność. Myślę, że to piwo jest jeszcze trudniejsze w odbiorze niż wędzone Portery i Stouty, w których czuć też kawę, czekoladę, ciemne owoce i inne tego typu aromaty, które trochę przełamują torf. Tutaj nie ma żadnych kompromisów, więc jak jest ktoś początkującym beer geekiem to niech go ręka boska broni sięgać po to piwo. Myślę, że "Pół czarnej u Roszka", czy "Łódź i Młyn" bardziej do nich trafią. 
Mnie to bardzo smakowało, więc serdecznie dziękuję za możliwość degustacji. Kolejne piwa już niebawem, więc zachęcam do obserwowania profilu na Facebooku. 

niedziela, 28 maja 2017

Piwoteka - The Time Before Time

Jakiś czas temu dotarła do mnie miła przesyłka . W ramach podziękowania za promowanie dobrego piwa otrzymałem trzy świeżaki od browaru Piwoteka. Jednym z nich było Black IPA, więc bez zastanowienia rzuciłem się na nie jak Reksio na szynkę. W końcu jest to jeden z moich ulubionych stylów. Żeby było lepiej jest to wersja imperialna. Nazwę taką ma z dwóch powodów. Po pierwsze ma większy ekstrakt, a co za tym idzie więcej %. Po drugie jest to piwo kooperacyjne. Piwoteka połączyła swoje moce z metalowym zespołem Imperator. Podobnie jak Perun z Behemothem wypuścili czarną wersję aj-pi-eja. Myślę, że styl dobrze oddaje charakter muzyki jaką tworzą oba zespoły. Z 20% ekstraktu wyciągnięto 9,2% alkoholu. W składzie znajdziemy słód jęczmienny: Pale Ale, Wiedeński, Carafa Special III; słód pszeniczny; cukier; chmiele: Citra, Simcoe, Mosaic; drożdże US-05.




Zobaczmy, czy będzie mrocznie. Po odkapslowaniu (kapsel sztos), atakuje genialny chmielowy aromat. W szkle jest czarno, praktycznie nieprzejrzyście, piana jest drobna, brązowa. Jest to jeden z niewielu przykładów czarnej IPY, którą mógłbym pomylić z jasną wersją w ślepym teście. Są wyraźne cytrusy, głównie grejpfrut. W tle jest też lekka żywica. Najbardziej zaskoczył mnie jednak smak. Piwo jest gładkie. Pije się je świetnie. Jest bardzo pijalne. Teraz wychodzi bardziej mroczna strona. Ciemne słody zaczynają działać. Pojawił się charakterystyczny, prażony słonecznik. Chmiel oczywiście cały czas robi robotę. Już po pierwszym łyku atakuje spora ilość IBU. Z każdym kolejnym jest coraz lepiej. Ta obiecywana stówa tu na bank. Alkohol, mimo sporego woltażu nie jest wyczuwalny. W ciemno nie skapnąłbym się, że to wersja imperialna. 
Reasumując, mamy tutaj Black IPA w czystej postaci. Jest chmiel, gorycz, czerń i prażony słonecznik, wszystko się zgadza. Trzeba jednak pamiętać, że mimo niezłej pijalności, piwo ma swój woltaż :) Jest to jedno z niewielu piw, po które sięgnę jeszcze raz. Druga butelka już na mnie czeka :)

Jeżeli tekst Ci się spodobał zachęcam do odwiedzenia mojego profilu na facebooku i polubienia fanpage'a.